-

zw

Kto straszył papieża czterema tysiącami polskiego wojska?

24 czerwca 1606 r. dwaj obcokrajowcy przyszli do krakowskiego kościoła Bernardynów na nieszpory. Gdy rozpoczynający nabożeństwo zakonnicy dowiedzieli się o ich obecności, odeszli od ołtarza, czekając, aż cudzoziemcy opuszczą kościół, co wkrótce nastąpiło. Cudzoziemcami tymi byli dwaj przedstawiciele świty posła weneckiego w Krakowie, Alvise Foscariniego. Faktyczne wyproszenie Wenecjan z kościoła było spowodowane papieską ekskomuniką pod adresem Republiki Weneckiej, którą ogłoszono w Rzymie 17 kwietnia. Ojcowie Bernardyni, którzy mieli zamiar wkrótce ogłosić ekskomunikę w swoim kościele, nie chcieli obecności na nabożeństwie przedstawicieli wyklętego państwa. Zdarzenie zyskało spory rozgłos w Krakowie. Nuncjusz papieski Klaudiusz Rangoni ironizował, że jeden z Wenecjan, Foscari, nie przyszedł na nieszpory z potrzeby religijnej, ale po to, żeby popatrzeć na kobiety. Poseł Foscarini poczuł się urażony potraktowaniem swoich współpracowników w kościele Bernardynów, ale nie zrezygnował z wypełnienia swojej misji w Krakowie. 

Pretekstem do konfliktu papiesko-weneckiego z 1606 roku, który doprowadził do ekskomuniki, było aresztowanie dwóch duchownych podejrzanych o przestępstwa pospolite na terenie weneckim. Rzym domagał się wydania ich. Wenecjanie odmówili, twierdząc, że na swoim terenie mają władzę sądowniczą także wobec duchownych. Był to tylko pretekst, bo tak naprawdę Wenecjanom nie zależało aż tak bardzo na sądzeniu tych dwóch ludzi. Ale ten pretekst mógł posłużyć do usunięcia z terenu Wenecji jezuitów. Jezuici przeszkadzali władzom weneckim, zwłaszcza za pontyfikatu takiego papieża jak Paweł V, który nie rezygnował z wpływania na sytuację w Europie. Jezuitom już wcześniej zabraniano prowadzenia szkół na terenie weneckim i podejrzewano ich o szpiegostwo na rzecz Hiszpanii. Dużą rolę odgrywały w konflikcie papiesko-weneckim kwestie ekonomiczne. Władze weneckie, zmagając się z pogarszającą się sytuacją gospodarczą, z zazdrością patrzyły na majątek kościelny na terenie Republiki. Obliczano, że duchowieństwo, stanowiące jedną setną ludności Wenecji, posiadało prawie połowę nieruchomości. Nie jest prawdziwa prezentowana niekiedy wersja, że to ekspansywna polityka Pawła V doprowadziła do konfliktu z Wenecją. Wenecjanie zaczęli ograniczanie praw Kościoła na swoim terenie jeszcze przed wyborem Pawła V na papieża. W styczniu 1604 r. Senat wenecki zakazał tworzenia szpitali przez klasztory i kościoły, a w marcu 1605 r. nabywania mienia przez duchownych. Zakazano też budowania nowych kościołów i klasztorów bez zgody władz świeckich. 

Nowy papież Paweł V, wywodzący się z rodziny Borghese, związany sojuszem z Hiszpanami, po swoim wyborze zaczął domagać się cofnięcia praw godzących w niezależność Kościoła na terenie Wenecji i wydania dwóch aresztowanych duchownych. Brak ustępstw ze strony Wenecji doprowadził do wspomnianej ekskomuniki z 17 kwietnia 1606 r. Po ekskomunice Wenecjanie zareagowali szantażem wobec duchowieństwa. Duchowni, którzy poparliby ekskomunikę mieli zostać wydaleni z terenu Republiki. Jezuici oczywiście stanęli po stronie papieża i w rezultacie opuścili Wenecję na ponad 50 lat. Wraz z jezuitami teren Republiki opuścili też kapucyni i teatyni. Nie zabrakło jednak weneckich "księży patriotów", którzy nie posłuchali papieża i odprawiali nabożeństwa tak, jakby nic się nie stało. Jednym z nich był Paolo Sarpi z zakonu serwitów, który wyrósł na głównego weneckiego propagandystę w sporze ze Stolicą Apostolską (był uważany przez niektórych badaczy za kryptoprotestanta).  

Trwała wojna na słowa, ale była też groźba, że dojdzie do wojny europejskiej. Po stronie Wenecji mogłaby wystąpić Turcja (oczywiście "zupełnie przypadkowo", bez żadnego formalnego sojuszu), Francja i protestanci z różnych krajów. Anglia mogła także poprzeć Wenecję, ale nie za darmo. Papież mógł liczyć na Hiszpanię i ewentualnie Austrię. Nie bez znaczenia było to, jak zachowa się Polska. 

29 kwietnia 1606 r. instrukcje dostał poseł nadzwyczajny Wenecji do Polski - wspomniany Alvise Foscarini. Miał on za zadanie przygotować utworzenie w Krakowie weneckiej stałej ambasady, ale najpilniejsze było nie dopuszczenie do ogłoszenia papieskiej ekskomuniki w Polsce. Foscarini 17 czerwca 1606 r. po podróży przez Innsbruck i Wiedeń dotarł do opactwa w Tyńcu. Ponieważ króla nie było w Krakowie, Foscarinim zajął się Mikołaj Wolski, człowiek, który sporo czasu spędził na terenach habsburskich, ale przez Foscariniego był nazywany "wielkim sługą Wenecji". Wolski zaprosił Foscariniego do siebie, ale poseł odmówił. Foscarini za przyjaciela uważał także prymasa Maciejowskiego, ale prymas, mimo wyrażanych ustnie sympatii dla Wenecji, zgodnie z papieską ekskomuniką odmówił kontaktu z posłem weneckim. 

Wenecja miała wówczas w Polsce bardzo dobrą opinię. Zarówno buntująca się przeciw Zygmuntowi III Wazie szlachta, jak i zwolennicy króla, a nawet sam Zygmunt żywili sympatię do Wenecji. Modne było porównywanie ustroju Republiki Weneckiej do polsko-litewskiej Rzeczypospolitej.  

Król Zygmunt polecił prymasowi wstrzymać się z ogłoszeniem ekskomuniki przeciwko Wenecji do czasu wyjazdu Foscariniego z Polski. Tymczasem nuncjusz Rangoni naciskał na ogłoszenie ekskomuniki w krakowskich zgromadzeniach zakonnych. Dlatego 24 czerwca w kościele Bernardynów doszło do sytuacji opisywanej na początku notki. Zdarzenie to prawdopodobnie przyspieszyło przyjęcie posła weneckiego na audiencji przez króla, a zakonnicy musieli przeprosić posła za zajście. Ogłoszenie papieskiej ekskomuniki na razie nie było możliwe. Poseł wenecki wyjechał z Krakowa zadowolony z wypełnionej misji. 

Papieska dyplomacja zabiegała u króla, aby stała ambasada wenecka w Krakowie nie rozpoczęła działalności. Nuncjusz Ragnoni ponoć przekonał Zygmunta, że ambasada jeszcze bardziej rozpropaguje ustrój wenecki i jego plany wzmocnienia władzy królewskiej zostaną udaremnione. To miało zdecydować o opowiedzeniu się Zygmunta po stronie papieża. Tak przedstawia sprawę w przedwojennym tekście historyk Józef Garbacik, ale nie jestem przekonany, czy akurat tak było. 

Decyzja króla, żeby w konflikcie opowiedzieć się za papieżem a nie za Wenecją była jedną z najważniejszych podczas jego panowania i bardzo ważną dla Europy i katolicyzmu. Czy możemy sobie wyobrazić, jak wszystko by się dalej potoczyło, gdyby Zygmunt przystąpił do sojuszu protestantów i "antypapieskich katolików"? Wojna trzydziestoletnia miałaby zupełnie inny przebieg. Król musiał rozważać także inne argumenty - nie tylko to, że po związaniu się z Wenecją będzie zaledwie kimś w rodzaju doży a nie królem z Bożej łaski.    

Myślę, że można szukać związku między ekskomuniką nałożoną na Wenecję, a buntem przeciwko królowi Zygmuntowi w Polsce, tak zwanym Rokoszem Zebrzydowskiego. Rokosz Zebrzydowskiego z lat 1606-1609 do dziś ma opinię dosyć banalnego wystąpienia przeciwko królowi Zygmuntowi, który "chciał wzmocnić władzę królewską i wspierał nielubianych jezuitów". Oto co na temat przyczyn rokoszu pisze Wikipedia:

"Królowi zarzucano faworyzowanie jezuitów oraz cudzoziemców i przypisywano zamiar wprowadzenia władzy absolutnej. Z pewnością zaś wiadomo, że dążył on do ustanowienia dziedziczności tronu, pozbawienia szlachty większości przywilejów i pozostawienia izbie poselskiej jedynie głosu doradczego, a nie stanowiącego.

Spór zaostrzyło ultrakatolickie nastawienie władcy, niechętnie widziane przez różnowierców, oraz jego konflikt z wpływowym Janem Zamoyskim.

W latach 1606–1607 doszło do rokoszu Zebrzydowskiego, zwanego również sandomierskim, w którym katolicy, jak i protestancimagnateria, jak i szlachta walczyli o zabranie monarsze prawa rozdawnictwa zwolnionych urzędów i zmuszenia go do wygnania jezuitów i cudzoziemców. "

Józef Garbacik pisze o sytuacji w Polsce na początku XVII w., że "wyzwolony ongiś przez Jagiellonów czynnik szlachecki, coraz bardziej zatraca zdolność ujmowania interesów państwowych, stając się terenem rozgrywek, waśni, zazdrośnie strzeże swej wolności. Jak na dłoni wychodzi cała beznadziejność i bezideowość walki o tę wolność w rokoszu Zebrzydowskiego". 

I tak już pisze się o rokoszu od wieków. Zły król i źli jezuici, ale też niedobra anarchizująca szlachta (oczywiście z wyjątkiem protestantów, którzy byli postępowi). I wielki Polak Jan Zamoyski, który nie lubił króla, ale nie godził się na wystąpienie zbrojne przeciw Zygmuntowi. I dlatego do rokoszu doszło dopiero po śmierci Zamoyskiego. 

Czasem jednak w artykułach zgodnych z historyczną ortodoksją można znaleźć ciekawe informacje. Tak jest w przypadku tekstu Joanny Kostyło, zajmującej do niedawna kierownicze stanowisko w British School w Rzymie. Chodzi o jeden z rozdziałów pracy zbiorowej "Citizenship and Identity in a Multinational Commonwealth" zatytułowany "Heretycy, rebelianci i wygnańcy: Rokosz Zebrzydowskiego i Wenecja w 1606 r.". Tekst być może ma swoją wersję polską, ale w Internecie znalazłem go tylko po angielsku. Joanna Kostyło oczywiście zajmuje stanowisko proprotestanckie i antyjezuickie, bo inaczej nie dostałaby pracy w British School w Rzymie, ale niektóre przytoczone przez nią fakty były dla mnie nowe.   

W styczniu 1607 roku Wenecjanie ogłosili, że polski magnat odwiedzający senat Republiki zaoferował zgromadzenie czterech tysięcy polskiego wojska, które miałoby walczyć za Wenecję przeciwko armii papieskiej. Oczywiście warunkiem był zwrot kosztów zaciągu przez Wenecję. Świeżo po bitwie pod Kircholmem taka liczba polskich żołnierzy mogła budzić respekt we Włoszech. Pogłoska rozchodziła się po Europie, była wzmiankowana w liście kardynała Borghese do ówczesnego nuncjusza w Polsce, Simonetty, a także w liście Sabaudczyka Antonio Provany.  Kardynał Borghese dość sceptycznie wyrażał się o tej informacji, ale sytuacja w Polsce pod wpływem propagandy protestanckiej była taka, że nie można było wykluczyć napływu ochotników dla wsparcia Wenecji, choćby z grona rokoszan. Może nie byłoby ich aż cztery tysiące, ale papieska dyplomacja musiała działać konsekwentnie, aby dusić w zarodku takie pomysły. Nawet jeśli Polak, który proponował Wenecjanom sfinansowanie zaciągów w ogóle nie istniał, co sugerował kardynał Borghese. Zdaniem kardynała Wenecjanie byli zdolni do fabrykowania takich kłamliwych pogłosek, aby zastraszyć papieża. 

Nuncjusz Rangoni skarżył się w 1606 r., że Gian Battista Gemma, lekarz Zygmunta III, heretyk wygnany z Wenecji, rozprowadzał antypapieskie pamflety w Krakowie i wśród rokoszan w Sandomierzu i Wiślicy. W październiku 1606 r. Rangoni pisał do papieża, że Wenecjanie mają wielu szpiegów na dworze polskim. Aby udowodnić złą wolę Wenecjan, którzy oficjalnie schlebiali Zygmuntowi, nuncjusz przedstawił królowi list, z którego wynikało, że zawiązany został spisek między Wenecjanami a przywódcami rokoszu, mający na celu zdetronizowanie króla. W lipcu 1607 r. nowy nuncjusz Simonetta informował Rzym, że kupcy i bankierzy włoscy mieszkający w Krakowie potajemnie sponsorują przywódców rokoszu - Mikołaja Zebrzydowskiego i Janusza Radziwiłła (kasztelana wileńskiego, ojca znanego z "Potopu" księcia Bogusława). Nuncjusz musiał nawet zwolnić swojego notariusza, którego podejrzewał o szpiegowanie dla rokoszan. Fakty przedstawione przez Joannę Kostyło pokazują wyraźnie międzynarodowe znaczenie rokoszu Zebrzydowskiego. Smutne jest to, że dał się kupić Włochom nie tylko przedstawiciel renegackiej kalwińskiej linii Radziwiłłów, ale także pobożny wychowanek szkoły jezuickiej w Braniewie, Mikołaj Zebrzydowski (który jeszcze przed rokoszem rozpoczął budowę słynnej Kalwarii). 

Lipiec 1607 r. przyniósł jednak korzystny dla Zygmunta III przełom - porażkę rokoszan pod Guzowem, która była początkiem końca rokoszu. Ciekawe, czy ta porażka nie miała związku z porozumieniem papieża z Wenecją, do którego doszło w kwietniu 1607 r. Być może to porozumienie miało jakiś tajny punkt dotyczący Polski, który dotyczył zaprzestania wspierania rokoszan przez Wenecję. Bo oficjalnie papież na porozumieniu sporo tracił. 

Nie wiem, czy ktoś w kręgach akademickich historyków próbował przedstawić rokosz w kontekście ogólnoeuropejskiej walki między katolikami a protestantami. Autorzy z kręgu Szkoły Nawigatorów wspominali o związkach patrona rokoszan, Jana Zamoyskiego z Brandenburgią i Anglią. Ale Zamoyski miał też za sobą studia na uniwersytecie w Padwie. Nie będę się zastanawiał, czy Zamoyski był bardziej człowiekiem Brandenburgii, Anglii czy Wenecji. Państwa te szły w tym czasie ręka w rękę w ramach antypapieskiej międzynarodówki. Ale Wenecji w latach 1606-1607 nikt nie chciał realnie pomóc, poza wyrażaniem słownego poparcia. Protestanci chętnie widzieliby ostateczny upadek Rzymu, ale nie kwapili się do walki za Wenecję z hiszpańską piechotą. Na konflikcie zdecydowanie wygrał tylko król francuski Henryk IV, który był mediatorem w sporze. Kompromis  wydawał się niekorzystny dla papieża. Za pośrednictwem króla francuskiego dwaj aresztowani przez Wenecjan duchowni dotarli do Rzymu i mogli być sądzeni przez sąd papieski. Ale Wenecjanie nie cofnęli praw, co do których zastrzeżenia miał papież, a jezuici nie mogli wrócić do Wenecji. Paweł V uniknął jednak całkowitej protestantyzacji Wenecji, która to groźba rysowała się w latach 1606-1607 dość wyraźnie. Poza tym wraz z królem Zygmuntem III i jego zwolennikami utrzymał Polskę w obozie katolickim. A to w dłuższej perspektywie było ważniejsze niż ustępstwa prawne wobec słabnącej Wenecji.  

http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Collectanea_Theologica/Collectanea_Theologica-r1938-t19-n2/Collectanea_Theologica-r1938-t19-n2-s145-176/Collectanea_Theologica-r1938-t19-n2-s145-176.pdf  

https://books.google.pl/books/about/Citizenship_and_Identity_in_a_Multinatio.html?id=SLYaVwxqRsEC&redir_esc=y

Herb Foscarinich

Zygmunt III Waza

 Ilustracja

Mikołaj Zebrzydowski



tagi: wenecja  zygmunt iii  rokosz zebrzydowskiego 

zw
21 października 2019 18:24
12     1289    13 zaloguj sie by polubić
komentarze:
betacool @zw
21 października 2019 19:05

Rokoszan znajdziemy także w drugim pokoleniu czołowych "babińczyków". 

 

zaloguj się by móc komentować

zw @betacool 21 października 2019 19:05
21 października 2019 19:33

Babińczycy obstawiali różne opcje, bo podczas elekcji kiedy obrano Zygmunta III jeden z nich, Bartosz Paprocki popierał Maksymiliana Habsburga i dlatego musiał wyemigrować na 22 lata do Czech. A inny babińczyk, Jan Achacy Kmita w tym samym czasie napisał panegiryk na cześć przyjazdu Zygmunta do Polski. Kmita pełnił funkcję podżupnika kopalni soli w Bochni. Babińczykiem na dworze Zygmunta III był arianin Walerian Otwinowski, od 1614 r. sekretarz królewski.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @zw
22 października 2019 00:50

Bardzo ważna notka. Fantastyczne światło na układ sił protestancko-katolickich w Europie z ekskomuniką Wenecji na pierwszym planie i decyzją króla Zygmunta III o poparciu dla papieża. 

zaloguj się by móc komentować

zw @pink-panther 22 października 2019 00:50
22 października 2019 08:16

Dziękuję za tę opinię. Decyzja króla Zygmunta była na pewno niełatwa, bo występował przeciwko stronnictwu zwolenników Zamoyskiego, które pomogło mu osiągnąć tron. Król unikał spektakularnych gestów antyweneckich, podobnie jak i Habsburgowie, którzy zdawali sobie sprawę z wpływów Wenecji w Rzeszy i dobrze przyjmowali jadącego do Polski Foscariniego. Okazało się jednak, że nie taki wenecki diabeł straszny - z dużej chmury antypapieskich druków rozsyłanych po Europie spadł mały deszcz jeśli chodzi o rzeczywiste zagrożenie dla papieża. Sami Wenecjanie zdali sobie sprawę, że ewentualnej wojny by nie wygrali, o czym pisał w linkowanym przeze mnie tekście z 1938 r. Józef Garbacik.

zaloguj się by móc komentować

atelin @zw
22 października 2019 08:53

"Zdaniem kardynała Wenecjanie byli zdolni do fabrykowania takich kłamliwych pogłosek, aby zastraszyć papieża. "

Tak, to wygląda na bluff, ponieważ każdy przytomny dowódca wolałby zaskoczyć przeciwnika w polu, niż się chwalić swoimi siłami.

Ale mam pytanie, ponieważ jestem w tej dziedzinie masakrycznym ignorantem. Być może to pytanie będzie do wszystkich: czy Pan, lub ktoś inny wie jak według kodeksu kanonicznego JPII wygląda możliwość ekskomuniki całego państwa? I czy taka ekskomunika Wenecji w XVII w była legalna?

zaloguj się by móc komentować

homsick @atelin 22 października 2019 08:53
22 października 2019 10:21

Obecny Kodeks prawa kanonicznego nie przewiduje takiej ekskomuniki. Za to jeszcze Kodeks z 1917 r. przewidywał zbliżoną w skutkach karę interdyktu, którą można było nałożyć na jakąś społeczność, np. klasztor, parafię, miasto, państwo.

zaloguj się by móc komentować


zw @atelin 22 października 2019 08:53
22 października 2019 10:42

Ekskomunika z 1606 r. dotyczyła władz Republiki Weneckiej- doży, senatu, innych instytucji odpowiedzialnych za działania, które papież uznał za godzące w uprawnienia Kościoła. Towarzyszył ekskomunice interdykt obejmujący terytorium Republiki - w myśl interdyktu nie tylko sakramenty stawały się nieważne, ale były też konsekwencje cywilnoprawne np. urodzone na terenie objętym interdyktem dzieci były traktowane jak pochodzące z nieprawego łoża. Tak przynajmniej twierdzi Eric Dusteler:

https://books.google.pl/books/about/A_Companion_to_Venetian_History_1400_179.html?id=2ascAAAAQBAJ&redir_esc=y

Od 1983 r. nie ma już możliwości interdyktu zbiorowego, w tym przeciwko państwu. Co do legalności ekskomuniki i interdyktu z 1606 r. - Wenecjanie oczywiście twierdzili, że były nielegalne, sprzeczne z prawem naturalnym i Pismem Świętym. Nie wiem na co się konkretnie powoływali, bo nie znam pism Paolo Sarpiego.  

zaloguj się by móc komentować

atelin @zw 22 października 2019 10:42
22 października 2019 12:38

Również dziękuję.

zaloguj się by móc komentować

betacool @zw 21 października 2019 19:33
22 października 2019 12:52

Tak. Opcje były różne, ale aktywny Babin to co najmniej sto lat działalności. Patroni się więc zmieniali.  Trzeba również pamiętać, że gościły tam stada tak zwanych pożytecznych idiotów i to bardzo rozmazuje obraz faktycznych protektorów Babina. 

zaloguj się by móc komentować

zw @atelin 22 października 2019 12:38
22 października 2019 16:12

Proszę bardzo.

zaloguj się by móc komentować

zw @betacool 22 października 2019 12:52
22 października 2019 16:18

Pożyteczni idioci tam też gościli, nie wątpię. Zaciekawił mnie ten Jan Achacy Kmita. On na pewno nie był głupi, skoro zarządzał kopalnią soli. Jeden z wierszy dedykował Olbrachtowi Łaskiemu.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować