-

zw

Czy papież mógł zjednoczyć Włochy w XIX wieku?

W latach czterdziestych XIX wieku we Włoszech znanym ruchem politycznym stał się neogwelfizm. Nazwa nawiązywała do średniowiecznego stronnictwa gwelfów obecnego w większości miast włoskich, które przeważnie wspierało Stolicę Apostolską przeciwko niemieckim cesarzom. W XIX wieku neogwelfowie postulowali odrodzenie Włoch, podzielonych wówczas na kilka państw, które miało dokonać się pod przewodnictwem papieża. Zacytuję teraz anonimowy tekst z włoskiego portalu edukacyjnego stworzonego z okazji 150-lecia zjednoczenia Włoch:

Termin neogwelfizm dotyczy ruchu politycznego i opiniotwórczego, dla którego bodźcem była publikacja w 1843 roku "Prymatu moralnego i obywatelskiego Włochów" Vincenzo Giobertiego. W "Prymacie" przedstawiono teorię odrodzenia politycznego narodu włoskiego poprzez stworzenie ligi istniejących państw. Tego rodzaju liga czy federacja powinna być kierowana przez papieża, z racji jego wyższości wynikającej z autorytetu religijnego.

Neogwelfizm, któremu Gioberti dostarczył gotowego manifestu politycznego był w pewnym sensie "przygotowany" we wcześniejszych latach poprzez serię pism literackich, filozoficznych i historiograficznych, które przypominały o roli kulturalnej papiestwa w średniowieczu, broniącego wolności Włoch przed obcymi rządami, przypominały prymat cywilizacyjny i kulturalny sprawowany przez Włochów za pośrednictwem Kościoła i papiestwa. (...) Idee, które nie były nowe i były szeroko rozpowszechnione w intelektualnej panoramie Włoch. (...)

Jak zauważył historyk Giuseppe Candeloro, stare gwelfickie idee dotyczące papiestwa broniącego Włoch, czy dotyczące włoskiego prymatu mieszały się z nowymi elementami zaczerpniętymi z kultury romantyzmu, między innymi ideą, że tradycja stanowi fundament narodowości, czy ideą, że Przeznaczenie, albo Historia powierzały raz za razem określonym ludom misję do wypełnienia. (...) W środowisku ówczesnej wykształconej elity była rozpowszechniona idea pogodzenia tradycji ze zmianą polityczną, wiary z nauką, katolicyzmu z wolnością polityczną: odnowa narodowa mogła i powinna się dokonać, generalnie biorąc, w pełnej zgodzie z władzą religijną i doczesną Kościoła.

W stosunku do takiego stanowiska, "Prymat" Giobertiego oznaczał jednak zwrot, zarówno dlatego, że przedstawił wszystkie te wątki w formie systematycznej, jak i dlatego, że dostarczył umiarkowanemu odłamowi opinii publicznej programu, wokół którego można się było jednoczyć i do którego można się było przyznawać. Oznaczał zwrot przede wszystkim dlatego, że przyczyniał się do przyciągania do ruchu narodowego licznej części włoskich katolików, którzy nie głosili poglądów reakcyjnych i którzy mogli zaakceptować zmianę bez rewolucji, którą przedstawiał Gioberti. W państwie takim jak Włochy, w którym większość ludności była katolicka, idea Giobertiego wydawała się (...) godzić rację niepodległości Włoch z gwarancjami dla Państwa Kościelnego, oraz ideały patriotyczne z religią katolicką. Sukces propozycji Giobertiego brał się przede wszystkim z faktu, że wyrażał tendencję ugodową, zapowiadał rozwiązanie stopniowe i antyrewolucyjne. Zarówno pod kątem celów jak i proponowanych środków, neogwelfizm oferował jako rozwiązanie problemu narodowego "konfederację italską", zamiast jednego państwa narodowego, oczywistego w przypadku rozwiązania rewolucyjnego wskazywanego przez demokratów. Gioberti nie był wrogo nastawiony z zasady wobec idei zjednoczenia, ale uważał za utopijną ideę, że można zjednoczenie osiągnąć przez wojnę władców włoskich z Austrią. (...) Przewidywał nie jedność, ale unię państw, konkretnie między 'czterema monarchiami' (Rzym, Toskania, Piemont, Neapol). Jak wyjaśnił w liście do przyjaciela Giuseppe Massariego "(...) sądzę że wszystkie wasze wysiłki powinny być skierowane na zwykłą unię Włoch, zostawiając zjednoczenie na przyszłość".

Co do dominującej roli przeznaczonej dla papiestwa, należy sprecyzować, że w idei neogwelfickiej zachowanie władzy świeckiej papieża miało wiązać się ze zmianą w rządzie papieskim, na znak pogodzenia się z postępem i wolnością; odrodzenie Kościoła i odrodzenie Włoch pozostawały w rezultacie w idealnym połączeniu.

Ze strony umiarkowanych polityków nie brakowało krytyki wobec propozycji Giobertiego. Najważniejsza pochodziła od Cesare Balbo, który w swojej książce "O nadziejach Włoch" (1844) mimo akceptacji dla idei federacji różnych istniejących państw przyznawał jednak Piemontowi rolę przewodnika ruchu narodowego. Program neogwelfów wydawał się bliski realizacji w latach 1846-1848, po wyborze Piusa IX, reformach przeprowadzonych przez niego w Państwie Kościelnym i po ogłoszeniu konstytucji w głównych państwach Półwyspu Apenińskiego.

Ale następujące potem wydarzenia polityczne, poczynając od wycofania się Piusa IX z pierwszej wojny o niepodległość zniszczyły podstawę możliwej ugody między suwerenami i marzenie neogwelfów. (...) 

W kolejnych latach koncepcja zjednoczeniowa przeważyła nad federacyjną, a idea cavouriańska (Camillo Cavour - premier rządu Piemontu-Królestwa Sardynii, a następnie Włoch do śmierci w 1861 r.) rozdziału Kościoła od państwa przeważyła nad ideą sojuszu ruchu liberalnego i Kościoła.

Tak oto Włosi przedstawiają ruch neogwelfów. Oczywiście nas Polaków może śmieszyć w tym tekście wzmianka o "katolikach nie głoszących poglądów reakcyjnych", ale trzeba pamiętać o znaczeniu komunistów we Włoszech po 1945 roku i o tym, że Włosi po prostu pozostawali pod dużym wpływem języka marksizmu. Dla uzupełnienia warto też przypomnieć, co wydarzyło się we Włoszech w latach 1846-1848 i co "zniszczyło marzenia neogwelfów". Otóż Pius IX po objęciu godności papieskiej ogłosił amnestię dla więźniów i wygnańców z terenu Państwa Kościelnego, co spotkało się z entuzjazmem demokratów i ocenami, że jest to papież "liberalny". W 1848 roku Pius IX wysłał w celu wsparcia Piemontu walczącego z Austrią korpus generała Duranda. Potem odmówił jednak oficjalnego przyłączenia się do wojny z Austrią. Argumentem oficjalnym była niechęć do udziału w wojnie z innym krajem katolickim. Ale można też brać pod uwagę to, że papież po prostu zdawał sobie sprawę, że nawet zjednoczeni Włosi nie mają szans w walce z armią austriacką.

Klęski w 1848 i 1849 roku poniesione przez Piemont w wojnach z Austrią potwierdziły słabość militarną Włochów. Propaganda demokratów zaczęła jednak przedstawiać papieża jako 'zdrajcę sprawy Włoch'. Jeden z radykałów zamordował 15 listopada 1848 roku pierwszego ministra papieskiego Pellegrino Rossiego. Sytuacja wymknęła się spod kontroli i kilka dni później papież opuścił Rzym udając się do Gaety pod opiekę Królestwa Obojga Sycylii. Wtedy w Rzymie ogłoszono koniec władzy doczesnej papieża i powstanie republiki. Republika została jednak zaatakowana z trzech stron przez Francuzów, Austriaków i Królestwo Obojga Sycylii. Decydujący był atak Francuzów na wzgórze Janikulum w Rzymie w czerwcu 1849, po którym doszło do kapitulacji wojsk republikańskich. Francuzi przywrócili władzę papieża w Rzymie.

Odtąd Pius IX nie był już brany pod uwagę jako głowa przyszłego państwa włoskiego. Zjednoczenie Włoch dokonało się kilkadziesiąt lat później, w duchu antyklerykalnym, pod protekcją Anglii i Francji, za pieniądze Rotszyldów i innych znanych międzynarodowych domów bankowych. I jeszcze, o czym już kiedyś pisałem, była to praktycznie okupacja południa Włoch dokonana przez północ. Południe czekała w zjednoczonym państwie włoskim nędza i wypychanie ludności na emigrację.

Czy jednak, w alternatywnej wizji historii, z naszego reakcyjnego i klerykalnego punktu widzenia zjednoczenie Włoch przez papieża w XIX wieku byłoby czymś dobrym? Mam poważne wątpliwości, zwłaszcza po przeczytaniu broszurki Francesco Puddu o Słudze Bożym Giuseppe Frassinettim. W książce tej pojawia się przywódca neogwelfów Vincenzo Gioberti i to moim zdaniem w niezbyt pochlebnym kontekście: "Gioberti, żeby pokonać opór w Kościele wobec swoich postulatów, podjął gorącą polemikę z Towarzystwem Jezusowym, które po, jego zdaniem, obiecującym początku zdegenerowało się, stając się główną przyczyną zła w Kościele i społeczeństwie."

Giuseppe Frassinetti, duchowny bardzo aktywny społecznie, twórca wielu pożytecznych inicjatyw był zaprzyjaźniony z jezuitami, bronił ich w swoich pismach i dlatego w 1848 roku, kiedy wpływy Giobertiego były najmocniejsze, poczuł się zmuszony opuścić swoją rodzinną Genuę i parafię Santa Sabina, żeby udać się na wygnanie na wieś. Przez kilkanaście miesięcy w gościnie u znajomych proboszczów zajmował się pisaniem prac teologicznych. Inny sprzyjający jezuitom kapłan, Luigi Sturla, został nakłoniony także do opuszczenia Genui, jednak on udał się na misję do Etiopii. Wiosną 1849, kiedy klęska polityczna neogwelfów była już oczywista, Frassinetti objął ponownie parafię Santa Sabina. Jaki z tego wniosek? Że nikt nie jest bardziej nietolerancyjny niż "liberałowie"? Gioberti demonizował jezuitów jak czynili to Anglicy, Żydzi czy Moskale, zaprowadzony przez niego w 1848 roku terror intelektualny zmusił do wyjazdu z Genui co najmniej dwóch kapłanów robiących wiele dobrego dla wiernych. Myślę, że perspektywa, że ludzie tacy jak Gioberti zaczęliby reformować Włochy w myśl swojej ideologii i zmieniać papiestwo "na znak pogodzenia się z postępem i wolnością" nie była szczególnie zachęcająca. Lepiej już było dla Stolicy Apostolskiej mieć do czynienia z otwartym wrogiem takim jak premier Camillo Cavour niż z "dobrymi chęciami" Giobertiego.

Błogosławiony Pius IX po powrocie do Rzymu w 1850 roku przestał zajmować się neogwelfickimi mrzonkami i skupił na odnowie całego Kościoła. Odnowa ta pomogła Stolicy Apostolskiej przetrwać w późniejszych latach ataki antyklerykałów i świeckiego, masońskiego Królestwa Włoch, z odebraniem przemocą reszty terytorium Państwa Kościelnego włącznie. Według mnie neogwelfizm nie miał minimalnych szans powodzenia. Państwo Kościelne nie miało bazy, która pozwoliłaby mu zdominować inne włoskie państwa, a mocarstwa raczej nie dopuściłyby do powstania włoskiej unii pod wodzą papieża. Ideologia neogwelfów wydaje się z perspektywy czasu być raczej pułapką na katolików, mającą przekonać ich do idei państwa narodowego. A wyczekiwane państwo narodowe po zjednoczeniu ujawniło swoje mocno antykatolickie oblicze. Katolicki naród rządzony przez antyklerykalną elitę. Skąd my to znamy?

Na marginesie, autor broszurki o Giuseppe Frassinettim, Francesco Puddu, to też ciekawa postać. Pochodzi z Cagliari na Sardynii, podjął działalność w stworzonym przez Frassinettiego Zgromadzeniu Synów Najświętszej Marii Niepokalanej, a przez wiele lat był proboszczem parafii Brzozówka w diecezji tarnowskiej.

https://www.150anni.it/webi/index.php?s=24&wid=26



tagi: kościół  papiestwo  włochy  neogwelfowie 

zw
23 lipca 2026 18:08
4     643    8 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

MarekBielany @zw
23 lipca 2026 21:37

Sardynia !?

 

Takie tam wysypki, ale ...

zaraźliwe i kto by pomyślał, że złamanie L3/L4 też ?

 

 

zaloguj się by móc komentować

zw @MarekBielany 23 lipca 2026 21:37
23 lipca 2026 22:04

Wysypki to raczej takie jak Ischia albo Capri. Sardynia to kawał wyspy, ale rzeczywiście zaraźliwa. Niektórzy nasi wyjechali i już tam zostali. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @zw
24 lipca 2026 20:10

Gioberti zatem to socjalista narodowy wyznania katolickiego. Czegoś jakby włoski Bolesław Piasecki. Atak na jezuitów całkiem go przekreśla. 

zaloguj się by móc komentować

zw @Magazynier 24 lipca 2026 20:10
24 lipca 2026 21:08

To może trochę za daleko idące porównanie. Informacja z polskiej wersji Wikipedii, że stanął na czele rewolucyjnego rządu w Rzymie jest nieprawdziwa, był tylko krótko premierem Królestwa Sardynii. Taki liberał nie lubiący zbytniej aktywności katolików i nieszczególnie wierny papieżowi. Chyba podczas emigracji we Francji za bardzo przesiąkł gallikanizmem. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować