-

zw

Niech sobie nie myślą, że są lepsi od Czechów...

Kilka miesięcy temu kupiłem w księgarni Kliniki Języka książkę "Niech sobie nie myślą, że jesteśmy kolaborantami" Piotra M. Majewskiego. Monografię kolaboracji z Niemcami w Protektoracie Czech i Moraw w latach 1939-1945 opublikowało Wydawnictwo Krytyki Politycznej, ale nie ma w niej nachalnej lewackiej propagandy, co najwyżej drobne uszczypliwości pod adresem Kościoła katolickiego i Polaków. Przytaczając zawarte w niej fakty możemy zamknąć usta Czechom rozprawiającym o "polskim antysemityzmie". Chociażby wspominając, że po układzie monachijskim z 1938 roku, na mocy którego Czechosłowacja straciła część terytorium na rzecz Niemiec, czechosłowackie "korporacje zawodowe adwokatów, lekarzy, prawników, notariuszy i inżynierów niemal natychmiast (...) zaczęły domagać się wprowadzenia numerus clausus oraz zakazu świadczenia przez Żydów usług nieżydowskim klientom. Wkrótce potem czechosłowacki rząd powołał międzyresortowe komisje, które miały przygotować stosowne akty prawne, wzorowane na obowiązujących w Rzeszy ustawach norymberskich, a 27 stycznia 1939 r. wydał rozporządzenie nakazujące zwolnienie z pracy wszystkich urzędników pochodzenia żydowskiego zatrudnionych w instytucjach i urzędach państwowych."

Zero wzmianek, aby te działania były dokonane wskutek jakichś nacisków niemieckich. Autor wspomina, że Żydom w Czechach zarzucano antypaństwową i germanizacyjną działalność. Po opanowaniu całych Czech przez Niemców w marcu 1939 roku i utworzeniu Protektoratu Czech i Moraw Adolf Hitler oczekiwał wykluczenia Żydów z życia publicznego, ale zadanie to zamierzał pozostawić samym Czechom. Rząd Protektoratu Czech i Moraw podjął kroki w celu usunięcia osób pochodzenia żydowskiego z kluczowych stanowisk w handlu, zabroniono Żydom wykonywania zawodów adwokata i lekarza w publicznej służbie zdrowia, wydrukowano wywieszki dla oznakowania "niearyjskich sklepów" w całym kraju, zablokowano konta bankowe obywateli pochodzenia żydowskiego i wprowadzono inne prawa prowadzące do faktycznego ubezwłasnowolnienia finansowego czeskich Żydów. Takie rozwiązanie kwestii majątku żydowskiego nie spodobało się Niemcom, którzy, jak pisze Majewski "nie mieli ochoty dzielić się z Czechami żydowskim majątkiem" i wprowadzili rozporządzenie, że o wszystkim, co należało do Żydów decydować będą Niemcy. Po pokonaniu Francji przez Niemcy w 1940 roku, rada ministrów Protektoratu Czech i Moraw "z własnej i nieprzymuszonej woli uchwaliła 24 października projekt rozporządzeń wzorowanych na obowiązujących w Rzeszy prawach o ochronie niemieckiej krwi. Dokument zakazywał małżeństw oraz kontaktów seksualnych między aryjczykami, osobami pochodzenia żydowskiego i żydowskimi mieszańcami. Za złamanie tych przepisów groziło do 15 lat ciężkiego więzienia. Dodatkowo sankcjonował prawnie z mocą wsteczną rozmaite szykany, którymi nękała wcześniej Żydów czeska administracja niższych szczebli: od zakazu wstępu do teatrów i środków transportu publicznego aż po godzinę policyjną."

Gorliwość Czechów w przystosowywaniu się do nowego życia pod kuratelą Trzeciej Rzeszy trochę mnie zaskoczyła, sądziłem, że przyjmowali po prostu biernie polecenia Niemców. Tymczasem Niemcy pozostawiali Czechom sporo swobody wiedząc, że Czesi nie zrobią niczego, co byłoby szkodliwe dla Rzeszy. Niemcy interweniowali dopiero wtedy, kiedy Czesi próbowali wytargować zbyt wiele.

Tytuł książki - "Niech sobie nie myślą, że jesteśmy kolaborantami" pochodzi z wypowiedzi premiera rządu Protektoratu Czech i Moraw, Aloisa Eliáša. Polityk ten wraz z niektórymi ministrami swojego rządu prowadził podwójną grę, z jednej strony wykonując wszystkie polecenia Niemców, z drugiej zaś utrzymując kontakty z czeskimi politykami na emigracji. Minister rolnictwa Ladislav Feierabend, działający w siatce konspiracyjnej Centrala Polityczna był zmuszony na początku 1940 roku do ucieczki przez Słowację, Węgry i Jugosławię do Francji. Przed jego ucieczką premier powiedział mu, co ma przekazać emigracyjnym czeskim politykom: "Po twojej ucieczce sytuacja naszego rządu będzie z pewnością o wiele gorsza, a Niemcy to oczywiście w pełni wykorzystają [...] Twoim zadaniem jest, abyś porządnie wytłumaczył to w Londynie i Paryżu. [...] Niech czynią, co uważają za użyteczne i konieczne dla naszego wyzwolenia, bez względu na konsekwencje dla nas. Niech nas dezawuują choćby najostrzej, jeśli wymagałoby to dobro narodu, tylko niech sobie nie myślą, że jesteśmy kolaborantami, albo i zdrajcami". Majewski pisze, że gestapo wiedziało o współpracy samego premiera z podziemiem, ale w tamtym czasie Hitler nie chciał, żeby Eliáša aresztować. Premier został aresztowany i skazany na śmierć dopiero w 1941 roku, a wyrok wykonano w 1942.

Po opublikowaniu Niech sobie nie myślą, że jesteśmy kolaborantami Piotr M. Majewski napisał kolejną pracę o kolaboracji. Tym razem o kolaboracji w różnych krajach Europy. Kiedy zobaczyłem ją wśród nowości w bibliotece, nie zastanawiałem się zbyt długo nad wypożyczeniem. Niestety, tym razem fakty zostały częściowo zastąpione polityczną publicystyką w jedynie słusznym duchu. Tytuł książki - Brzydkie słowo na "k". Rzecz o kolaboracji wywołuje co prawda pewne zainteresowanie starszych pań, ale bardziej pasujący moim zdaniem byłby tytuł - Niech sobie nie myślą, że są lepsi od Czechów. Co prawda w książce są ciekawe rozdziały o kolaboracji na brytyjskiej wyspie Jersey, w Norwegii, czy wśród Żydów w gettach, ale wszystko to sprawia wrażenie "opakowania" dla głównego przekazu książki - że Polacy wcale nie byli lepsi od Czechów czy Francuzów z Vichy. Taki przekaz nie może dziwić, bo Paweł M. Majewski według Wikipedii w latach 2008-2011 pełnił funkcję doradcy w gabinecie politycznym Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska. Był też twórcą koncepcji powstającego wówczas Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, w którym objął funkcję zastępcy dyrektora. Mnie tamte czasy kojarzą się między innymi z uprawianą przez ówczesną ekipę rządzącą pedagogiką wstydu wobec Polaków. Nie wiadomo co prawda, czy doradca Piotr M. Majewski miał jakikolwiek wpływ na różne naznaczone pogardą wobec lokalnej ludności wypowiedzi ówczesnych notabli rządowych. Ale po przeczytaniu "Brzydkiego słowa na k" sądzę, że autor książki, obecnie współprzewodniczący zarządu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej nie znalazł się w ekipie Tuska przypadkowo. Przytoczę fragment pierwszego rozdziału jego nowej książki o kolaboracji:

Przed laty kierowałem pracami zespołu, który przygotowywał wystawę główną w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Jedno z naszych zadań polegało na zaprezentowaniu różnych systemów okupacyjnych oraz fenomenu kolaboracji. (...) Sporo się przy tej okazji dowiedziałem, skłamałbym jednak, gdybym napisał, że już wtedy zjawisko kolaboracji szczególnie mnie zainteresowało. Zacząłem się nad nim głębiej zastanawiać dopiero później; zbiegiem okoliczności skłoniła mnie do tego nie historia II wojny światowej, lecz wydarzenia zupełnie współczesne. W 2015 roku władzę w kraju przejęła populistyczna prawica. Gdańskie muzeum było jej od dawna solą w oku; wkrótce potem rozpoczęła kampanię zmierzającą do przejęcia tej instytucji i przekształcenia w tubę własnej polityki historycznej. Zanim to ostatecznie nastąpiło, wielokrotnie rozważaliśmy z kolegami, jak powinniśmy zareagować, jeśli nowy rząd zaproponuje nam współpracę, w zamian domagając się "tylko" pewnych zmian na wystawie. Nikt z nas nie chciał, rzecz jasna, na to się zgodzić. Uważaliśmy, że zdradzilibyśmy w ten sposób stworzone przez nas muzeum i wartości, które wyznawaliśmy. Wiedzieliśmy, że jeśli odmówimy, stracimy angaż nie tylko my (z tym od dawna się liczyliśmy), lecz także wielu naszych współpracowników, a nowe kierownictwo muzeum prawdopodobnie zamknie wystawę, której koncepcji, a następnie realizacji poświęciliśmy prawie dziesięć lat życia.

Niepotrzebnie się zamartwialiśmy. Nowy minister kultury nie bawił się w subtelności i po prostu wyrzucił nas z pracy, a muzeum przekazał w ręce jednego ze swoich protegowanych. Z przykrością obserwowaliśmy, jak są zwalniani, albo na własną prośbę odchodzą nasi współpracownicy, którzy nie chcieli pogodzić się z wrogim przejęciem. Znaleźli się jednak i tacy, którym zmiana władzy otworzyła możliwości przyspieszonego awansu i zapewniła różne benefity; wystarczyło, że byli gotowi bez mrugnięcia okiem wykonywać wszystkie polecenia nowego dyrektora. W przypływach rozczarowania zdarzało się nam nazywać ich między sobą kolaborantami, choć oni z pewnością się za nich nie uważali.

Uświadomiłem sobie wówczas, że sytuacja muzeum przypomina w mikroskali doświadczenia milionów ludzi, którzy w mniej lub bardziej odległej przeszłości znaleźli się pod obcą okupacją. W Gdańsku drugiej dekady XXI wieku nikomu nie zagrażała oczywiście utrata życia ani okrutne represje; nikt nikogo nie okupował, doszło jedynie do nieuzasadnionej merytorycznie zmiany dyrekcji. Mechanizmy, które popychały ludzi do współpracy z władzą narzuconą pod przymusem albo skłaniały ich do tego, żeby się jej przeciwstawić, działały jednak bardzo podobnie. Było to dla mnie niezbyt przyjemne, ale niezmiernie pouczające doświadczenie.

Wspomnianym w tekście "protegowanym ministra kultury" był oczywiście obecny prezydent RP Karol Nawrocki. Odwiedził on zresztą niedawno, 10 sierpnia, Muzeum II Wojny Światowej i przy okazji podziękował wszystkim, którzy domagali się przywrócenia na wystawę główną muzeum postaci bł. rodziny Ulmów i św. Maksymiliana Marii Kolbe.

Kiedy czyta się "Brzydkie słowo na k" można się domyślić, że "patriotyczne uniesienia" przyprawiają autora o ból głowy. Pisząc o procesie powstawania pod koniec XIX wieku nowoczesnego patriotyzmu w różnych krajach napisał, że "efekty tego procesu widać doskonale we współczesnej Polsce, gdy na ulice miast wybiegają osobnicy w spodniach od dresów i tak zwanej odzieży patriotycznej. Podobnie jak w reszcie społeczeństwa dziewięciu na dziesięciu z nich jest, statystycznie rzecz biorąc, potomkami chłopów pańszczyźnianych. Nie przeszkadza im to wyjątkowo żarliwie identyfikować się z polskością. Zaledwie dwa stulecia wcześniej ich przodkom nie przyszłoby do głowy, że mogą być takimi samymi Polakami jak szlachta albo mieszczanie, a dzisiaj niższe warstwy społeczne uważają się za ostoję narodowej tożsamości."

Jest to przypadek bezrefleksyjnej wiary w propagandę własnego obozu politycznego. Majewski z pewnością nie chodzi na marsze niepodległości, ale jest przekonany, że pojawiają się tam "osobnicy w spodniach od dresów z niższych warstw społecznych". A przecież wystarczyłoby wrzucić słowa "Marsz Niepodległości" w wyszukiwarkę, żeby zobaczyć, że dominują tam normalni, zwyczajnie ubrani ludzie. Ciekawe jest też to pisanie z lekceważeniem o "niższych warstwach społecznych" w książce wydanej przez lewicową Krytykę Polityczną. Niewątpliwie po utracie władzy przez "populistyczną prawicę" w 2023 r. autor czuł, że tym razem może sobie pofolgować i "pójść w publicystykę". Zwłaszcza, że mógł mieć poczucie, że jego książka o kolaboracji w Protektoracie Czech i Moraw może być wykorzystywana przez populistyczną i nacjonalistyczną hydrę. Kolejny cytat z "Brzydkiego słowa na k":

Parę lat temu jeden z moich kolegów usłyszał, że piszę książkę o Protektoracie Czech i Moraw. "No tak, w przeciwieństwie do nas Czesi przecież kolaborowali" - skomentował z wyraźną satysfakcją w głosie. Nieśmiało przypomniałem mu o polskiej granatowej policji i politykach gotowych w czasie II wojny światowej do współpracy z Niemcami. Kolega machnął lekceważąco ręką "Zdarzały się oczywiście przypadki, ale dla mnie ci ludzie sami wyłączyli się z naszej wspólnoty narodowej." Dobrego samopoczucia mogłem mu pozazdrościć, nie przekonał mnie za to jego wywód. Nauka nie zna czegoś takiego jak wyjątek potwierdzający regułę. Wyjątek nie potwierdza reguły lecz ją podważa.

Autor, zdając sobie sprawę, że książką o kolaborujących Czechach mógł jedynie umocnić dobre samopoczucie ludzi takich jak jego rozmówca, pisząc "Brzydkie słowo na k" postanowił już zdecydowanie określić się ideowo. Mamy więc w nowej książce znane już z historiografii PRL płacze nad losem polskich arian po Potopie szwedzkim, że niby wszyscy zdradzili tak samo, a z arian zrobiono kozła ofiarnego, bo nikt ich nie lubił. Mamy efektowną okładkę przedstawiającą Wacława Krzeptowskiego zdejmującego góralski kapelusz w Zakopanem przed gubernatorem Hansem Frankiem w listopadzie 1939 r. Góralom zresztą nieźle się w książce obrywa. Co prawda jest wzmianka, że kolaboracyjna inicjatywa Goralenvolk została podjęta przez zdecydowaną mniejszość górali, ale jest też przytoczona (czyżby nie bez satysfakcji?) opinia gruppenfuehrera Friedricha Wilhelma Kruegera, wyższego dowódcy SS i policji w Generalnym Gubernatorstwie o niskiej przydatności górali w walce na froncie: "Ciągłe zastanawianie się nad kwestią użycia górali w walce uważam za niepotrzebne marnowanie sił, ponieważ pod względem przydatności, wyników i postaw nie różnią się od Polaków; wręcz przeciwnie, w świetle poczynionych przez nas przez trzy i pół roku obserwacji należy ich oceniać jako gorszych od Polaków. "

Mamy wreszcie w książce Majewskiego katalog rzeczywistych i wydumanych win Polaków wobec Żydów w latach I i II wojny, przy jednoczesnym wybielaniu współpracy Żydów i innych mniejszości narodowych z komunistami. Autor ma dość prostą wizję tego, co działo się po wyzwoleniu części ziem polskich z rąk bolszewików w 1919 roku: "ledwie wyzwolono jakąś miejscowość, rozpoczynało się polowanie na Żydów". W innym miejscu autor pisze: "Sympatyków bolszewizmu było między ludnością żydowską procentowo mniej więcej tyle samo, ile wśród etnicznych Polaków." Nie wspomina jednak o tym jak te procenty obliczał.

O sytuacji na wschodzie Europy po ataku Hitlera na Związek Sowiecki w 1941 roku pisze:

"miejscowa ludność ochoczo uczestniczyła w mordowaniu Żydów. Niekiedy ściśle współdziałała na tym polu z niemieckim formacjami policyjnymi lub Wehrmachtem, tak jak we Lwowie. Gdzie indziej, na przykład w polskim miasteczku Jedwabne, chrześcijańscy mieszkańcy rozprawiali się z żydowskimi sąsiadami na własną rękę, korzystając z otrzymanego od Niemców przyzwolenia lub zachęty. We wszystkich przypadkach udział lub współudział w zbrodniach oznaczał czynne wystąpienie po stronie najeźdźcy i działanie na szkodę przedwojennych współobywateli własnego państwa. Mimo to sprawcy mordów nie uważali się za kolaborantów, ani nie przypinały im takiej łatki ich społeczności.

Z dzisiejszego punktu widzenia odmawianie ówczesnym aktom przemocy miana kolaboracji z okupantem wydaje się tyleż absurdalne, co moralnie nie do przyjęcia. Najbardziej zajadli antysemici nie ośmielają się już twierdzić, że pogromy Żydów były w jakikolwiek sposób uzasadnione. Nawet jeśli niektórzy nadal tak myślą, na forum publicznym przyjmują zupełnie inną strategię: starają się za wszelką cenę podważyć ustalenia historyków Zagłady i dowieść, że miejscowa ludność chrześcijańska nie uczestniczyła w mordowaniu żydowskich sąsiadów, a jeśli takie sytuacje się zdarzały (sporadycznie!), zbrodni dokonywały co najwyżej zdemoralizowane męty społeczne, nie zaś porządni obywatele. "

Jako przykład do swojej tezy o postępowaniu polskich "najbardziej zajadłych antysemitów" autor przytacza pracę "Jedwabne -,historia prawdziwa. Zbrodnia z 10 lipca 1941 r. t.1 sprawcy, ofiary, rekonstrukcja, śledztwo", red. T.Sommer, M.J. Chodakiewicz, E.Stankiewicz, Warszawa 2021).

Jeśli dla autora profesor M.J. Chodakiewicz czy Ewa Stankiewicz to "najbardziej zajadli antysemici", którzy pewnie w głębi duszy myślą, że pogromy Żydów były uzasadnione, chociaż na forum publicznym tego nie zdradzają, to co autor napisałby o Grzegorzu Braunie? Że to towarzysz walki o lepsze jutro wykonujący trudne i odpowiedzialne zadania?

Na forum Szkoły Nawigatorów pisano wiele dobrego o Narodowych Siłach Zbrojnych, jako o jedynej formacji ruchu oporu, która rozumiała sytuację podczas okupacji i nie żywiła się różnymi szkodliwymi złudzeniami, zwłaszcza co do "sojuszników", tak jak inne formacje. Ale fakt, że w "głównym nurcie literackim" pojawiła się powieść Elżbiety Cherezińskiej "Legion" o Brygadzie Świętokrzyskiej NSZ nie oznacza wcale, że wzięta rodem z PRL narracja o NSZ jako niemieckich kolaborantach całkowicie zanikła. Wskrzesza ją Piotr M. Majewski we fragmentach swojej książki. Opisawszy najpierw przypadki Andrzeja Świetlickiego, działacza ONR Falanga i "sfrustrowanego profesora Uniwersytetu Warszawskiego" Zygmunta Cybichowskiego, którzy w czasie okupacji "próbowali się porozumieć z Niemcami" pisze dalej:

"najbardziej radykalna część polskiej prawicy uprawiała co najmniej taktyczną kolaborację z Niemcami. (...) Logiczną konsekwencją takich postaw była wolta, której w ostatnich miesiącach wojny dokonała najbardziej radykalna część Narodowych Sił Zbrojnych. Gdy 12 stycznia 1945 roku ruszyła znad Wisły wielka ofensywa Armii Czerwonej, ich oddział nazywany Brygadą Świętokrzyską rozpoczął odwrót na zachód. Żołnierze wycofującej się jednostki mieli na swoim koncie krwawe akcje wymierzone w komunistyczną partyzantkę, a także mordy na ukrywających się Żydach (obarczali ich zbiorową odpowiedzialnością za kolaborację ze Związkiem Radzieckim). Wiedzieli, że gdy trafią w ręce Sowietów, nie spotka ich nic dobrego. Odskok od nieprzyjaciela, na który zdecydowało się ich dowództwo, nie budziłoby zdziwienia, gdyby nie fakt, że brygada maszerowała na zachód w porozumieniu z Niemcami i przy ich wsparciu.

Ponad tysiąc żołnierzy NSZ dotarło na terytorium Protektoratu Czech i Moraw. Za niemiecką zgodą pozostali tam do końca wojny. Dopiero na kilka dni przed zakończeniem działań wojennych zwrócili broń przeciw dotychczasowym sojusznikom i stoczyli z nimi kilka potyczek. Wyzwolili między innymi obóz koncentracyjny w Holysovie gdzie przetrzymywano wówczas około tysiąca więźniarek różnych narodowości. Tam Brygada Świętokrzyska zakończyła swój szlak bojowy. "

Autor zamieszcza w swojej książce zdjęcie żołnierza Brygady Świętokrzyskiej w Orliku nad Wełtawą z kwietnia 1945 z podpisem "Polski ochotnik w armii niemieckiej" i komentuje obok "Z perspektywy ludności czeskiej Brygada Świętokrzyska była polską formacją kolaboracyjną walczącą u boku Niemiec". Dodaje jeszcze:

"Przywódcy Narodowych Sił Zbrojnych nie zostali upoważnieni do prowadzenia rozmów z wrogiem, więc w świetle polskiego prawa takie ich postępowanie nosiło wszelkie znamiona zdrady (...) Polscy jeńcy wojenni woleli pozostać za drutami obozu niż podjąć służbę w Brygadzie Świętokrzyskiej, gdy władze niemieckie złożyły im taką ofertę w ostatnich tygodniach wojny. Reputacji jednostki nie poprawiał fakt, że część jej żołnierzy miała na rękach krew rodaków, szefem jej sztabu był oficer uważany przez władze na uchodźstwie za dezertera, a przemarsz jednostki na Zachód był został uzgodniony z szefem radomskiego Gestapo przez człowieka, który utrzymywał ostentacyjne kontakty z nazistowskim aparatem bezpieczeństwa.

Jeśli cokolwiek odróżniało współpracę Brygady Świętokrzyskiej z nieprzyjacielem od regularnej kolaboracji militarnej, którą prowadzili Własow i Degrelle (belgijski kolaborant - przyp. zw), były to przede wszystkim jej okazjonalny charakter i stosunkowo niewielka skala. Polska jednostka zgromadziła około 800 żołnierzy i nigdy nie walczyła na froncie. Jej dowódcy utrzymywali później, że odrzucili takie żądania, lecz najprawdopodobniej Niemcy nie zamierzali w ogóle posłać Brygady na pierwszą linię, szkolili ją do działań typowo dywersyjnych. Zrzucili zresztą trzy desanty polskich żołnierzy na tyłach Armii Czerwonej, ale ich członkowie natychmiast urwali się spod kontroli"

Piotr M. Majewski dodaje jeszcze o Brygadzie Świętokrzyskiej:

"w oczach większości swoich rodaków uchodzili za zdrajców. Podobnie myśleli o Narodowych Siłach Zbrojnych Czesi (...) a także spora część zachodniej opinii publicznej."

Cytaty podaję dla uświadomienia jaka propaganda jest nadal uprawiana przeciw NSZ, bo nie dociera to do naszej bańki informacyjnej. Świadczyć to może o tym, że postawa NSZ nadal boli różnych duchowych spadkobierców PRL.

Inny wątek "Brzydkiego słowa na k" wiąże się ściśle z obecną wystawą "Nasi chłopcy" w Muzeum Gdańska poświęconą mieszkańcom Pomorza Gdańskiego służącym w Wehrmachcie. W różnych "populistycznych i nacjonalistycznych kręgach" pojawiły się sugestie, że głównym celem stworzenia tego typu wystawy nie było pochylanie się nad losem mieszkańców zmuszanych do służby w hitlerowskiej armii, ale chęć podlizania się premierowi, którego dziadek, Józef Tusk w Wehrmachcie służył. Temat Józefa Tuska przewija się też w nowej książce Piotra M. Majewskiego, tak jakby autor chciał zostać dyrektorem przyszłego Muzeum Pamięci Dziadka z Wehrmachtu:

"Sześćdziesiąt lat po zakończeniu II wojny światowej volkslistę wykorzystano w Polsce do brudnej rozgrywki politycznej. W 2005 roku, na krótko przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi, jeden z działaczy Prawa i Sprawiedliwości rozpowszechnił pogłoskę jakoby dziadek Donalda Tuska, kandydata Platformy Obywatelskiej na najwyższy urząd w państwie dobrowolnie zaciągnął się do Wehrmachtu. Szybko wyjaśniło się wprawdzie, że Józef Tusk został wcielony do armii niemieckiej pod przymusem, po kilku miesiącach trafił do amerykańskiej niewoli, a stamtąd do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, ale kłamstwo przyniosło zamierzony skutek. Przodek czołowego polskiego polityka służący podczas wojny w Wehrmachcie wywołał w Polsce tak silną konsternację, że jego wnuk przegrał wybory prezydenckie. (...) Większość społeczeństwa nie zdawała sobie sprawy, że w latach 1939-1945 służbę w Wehrmachcie musiało podjąć około czterystu pięćdziesięciu tysięcy obywateli przedwojennej Polski, mimo, że ich związki z niemieckością były równie nikłe jak Józefa Tuska. (...) W Wehrmachcie służyło nie tylko etniczni Niemcy. Przymusowy pobór do wojska objął kilkanaście tysięcy obywateli Wolnego Miasta Gdańska, dziesięć tysięcy Luksemburczyków oraz 130 tysięcy Alzatczyków i Lotaryńczyków. Chociaż spora część z nich nie uważała się za Niemców, nikt nie pytał ich o zdanie. Podobnie jak gdańszczanin Józef Tusk byli powoływani do armii niemieckiej wbrew swojej woli. (...) Na Pomorzu i Górnym Śląsku, gdzie mieszkańców zapisywano na volkslistę pod przymusem, do Wehrmachtu mogli trafić nawet ci Polacy, którzy nie chcieli mieć nic wspólnego z Niemcami. Ich służby we wrogiej armii miejscowa ludność nie postrzegała jako kolaboracji, choć niektórych dręczyły z jej powodu bolesne konflikty sumienia. (...)

Nic dziwnego, że niektórzy polscy mężczyźni próbowali ukrywać się przed poborem, dezerterowali lub przy pierwszej okazji poddawali się aliantom, a później dołączali do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie - tak właśnie postąpił Józef Tusk."

Służba Józefa Tuska w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie jest traktowana przez Majewskiego jako pewnik, podobnie jak i w stosownym haśle w Wikipedii, ale jakie są źródła tej informacji? Losy Józefa Tuska ponoć "wyjaśniła" w książce "Dziadek w Wehrmachcie" dziennikarka i pisarka Barbara Szczepuła, ale czy były tam przytoczone jakieś wiarygodne źródła wskazujące na służbę Józefa Tuska w polskiej armii, nie wiem. Nie znalazłem książki Szczepuły w katalogach żadnej z pobliskich bibliotek. W Wikipedii jest za to przypis odwołujący się do "Głosu Pomorza" nr 241 z października 2005, gdzie można przeczytać:

"w dokumentach znajdujących się w brytyjskich archiwach znajduje się zapis, że pod koniec 1944 roku Tusk był już członkiem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie". Nie wiadomo, kto, gdzie i kiedy dokonywał tej rzekomej kwerendy "w brytyjskich archiwach". Inny przypis powołuje się na stronę gedanopedia.pl gdzie sprawa służby Józefa Tuska w siłach zbrojnych na Zachodzie jest skwitowana zdaniem: "24 listopada (1944) przekazany do dyspozycji Polskich Sił Zbrojnych". Inny przypis powołuje się na informacje ze strony internetowej Wiadomości TVP z 2005 roku, gdzie można przeczytać: "Po wojnie dowództwo brytyjskiej armii przekazało do Berlina część materiałów z własnych zasobów dotyczących ludzi, którzy zgłosili się do wojsk alianckich po ich wejściu n tereny III Rzeszy. W archiwach tych jest karta wojskowa Józefa Tuska. Wynika z niej, że dziadek Donalda trafi (!) do polskich sił zbrojnych. Został zarejestrowany w listopadzie 1944 r. czyli cztery miesiące później niż trafił do niemieckiej jednostki pomocniczej." Niestety, w przypisach do hasła Wikipedii o Józefie Tusku nie można znaleźć skanu tego potencjalnie bardzo ciekawego dokumentu przesłanego przez Brytyjczyków Niemcom. Jest tylko skan krótkiego świadectwa służby Józefa Tuska w Wehrmachcie, ale nie ma tam żadnej informacji o jego dalszych losach po 12 października 1944, kiedy to jeszcze był żołnierzem Stammkompanie/Grenadier-Ersatz- und Ausbildungsbataillon 328.

Dziennikarz portalu wPolityce Andrzej Potocki twierdzi, że nieprawdą jest nie tylko służba Józefa Tuska w Polskich Siłach Zbrojnych, ale także wzięcie go do niewoli przez Amerykanów. Potocki pisze o Józefie Tusku, że 12 października 1944, czyli po ponad dwóch miesiącach służby w Wehrmachcie został skreślony z listy ewidencyjnej żołnierzy:

"Nie wiadomo jakim sposobem udało mu się uzyskać przeniesienie do niemieckiej „służby cywilnej”. Sam zresztą napisał w życiorysie w 1975, że pracował „od 26.8.1944 do 5.3.1945 przy kopaniu okopów”, a nie w żadnym wojsku polskim na Zachodzie.

W alianckich archiwach nie ma jednak śladu po nim samym. Zarówno w amerykańskich - „The National Archives and Records Administration”, jak i w angielskich - Ministry of Defence APC Polish Enquiries w Northolt. Józef Tusk nie figuruje ani jako jeniec wzięty do niewoli przez amerykańską 3 DPanc lub 9 DPiech, ani jako osadzony w obozie jenieckim. Również próżno by go szukać w ewidencji Polskich Sił Zbrojnych (PSZ) na Zachodzie. Po kapitulacji III Rzeszy znajdujemy nazwisko tegoż Józefa Tuska na terenie byłych koszar w Neustadt gdzie mieścił się obóz dla tzw. dipisów (displaced persons) przebywał tam od 28 czerwca, aż do 24 listopada 1945 roku, czyli do czasu swojego powrotu do Sopotu (DP 2 – karta, 3.1.1.1 / 69544036 i DP 3 – karta, 0.1 / 47614872). (...) Natomiast gdyby trafił do polskiej armii na Zachodzie oczekiwałby na repatriację do kraju w koszarach koło Wilhelmshaven, a nie tułałby się po obozach dla dipisów."   

Sprawa nie wygląda więc na tak oczywistą jak to przedstawia Majewski. Ale sądzę, że dla jego czytelników nie ma to znaczenia. Nie będą sprawdzać zawartych w jego ksiażce treści. Książka utwierdzi ich tylko w przekonaniu, że stoją po właściwej stronie. I będą myśleć z satysfakcją, że nie należą do "niższych warstw społecznych" afiszujących się z patriotyzmem.  



tagi: żydzi  niemcy  ii wojna światowa  kolaboracja  czechy  narodowe siły zbrojne 

zw
5 września 2025 19:54
41     1743    10 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

MarekBielany @zw
5 września 2025 21:22

Nie poznaję tego miejsca.

 

 

 

zaloguj się by móc komentować


Wojciech2 @zw
6 września 2025 09:47

Kuratorium pro výchovu mládeže v Čechách a na Moravě

zaloguj się by móc komentować

zw @Wojciech2 6 września 2025 09:47
6 września 2025 09:59

O tej organizacji, czeskim Hitler Jugend też warto Czechom przypominać.

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @zw
6 września 2025 11:00

Józwf Mackiewicz wspomina w jednej ze swych powieści o Czechu, który pracował w kancelarii gestapo w Warszawie. Miał on powiedzieć do jednego z naiwnych Polaków -"Uciekaj". Ni Polak uciekł i ocalił swe życie.

Czesi są dziwni. Mam wrażenie, że u nich postawy są zależne od ich humoru/samopoczucia. Jak mają dobry humor to zdają się być życzliwi, a jak nie, to są wredni. Szczerze to miałem całkiem pozytywne kontakty z Czechami, choć zdarzały się też i takie "niemówione" nieżyczliwości, bo oninwciąż nam wypominają udział w inwazji w 1968, tak jakby Jaruzelski to nie był komunista podporządkowany Moskwie, ale jakis niezależny władca.

PS. Też mam tę książkę, ale leży w kolejce do czytania. 

zaloguj się by móc komentować

zw @OjciecDyrektor 6 września 2025 11:00
6 września 2025 11:30

Ja też nie narzekam na swoje relacje z Czechami, przeważnie jest miło, chociaż sporo z nich ma w stosunku do Polaków jakieś takie poczucie wyższości. Kiedyś na You Tube, pod piosenką czeskiego zespołu zimnofalowego XIII Stoleti o Elżbiecie Batory jakiś Polak napisał, że język czeski jest śmieszny. Na to jakiś Czech wpadł w furię, napisał, że to polski jest śmieszny. I o ile Polacy wpisują komentarze pod czeskimi piosenkami, to nie zdarza się, żeby Czesi wpisywali się pod polskimi ( w domyśle - polskie są takie beznadziejne). Stwierdziłem (bo lubię słuchać polskich staroci na You Tube) że miał rację z tymi wpisami Czechów pod polskimi piosenkami.  Rzeczywiście "neni". Jacyś Portugalczycy czy Turcy wspominają stare Myslowitz, enerdowcy i Moskale Czerwone Gitary i inne piosenki z PRL. A Czesi zapatrzeni w siebie i Zachód. 

zaloguj się by móc komentować

sannis @zw
6 września 2025 13:04

Polecam Skvoreckiego mimo, że dość ciężko się czyta. Opis życia w czasie okupacji niemieckiej w Nachodzie jest genialny. Na mnie wrażenie zrobiło jak Czechów przetrzebili komuchy po wojnie, dokładnie tak samo jak u nas a myślałem, że było delikatnie i na niewielką skalę. 

zaloguj się by móc komentować

zw @sannis 6 września 2025 13:04
6 września 2025 13:22

Kiedyś, dawno temu, lubiłem czytać Hrabala, ale nie wiem czy jego obraz okupacji jest bliski prawdy, czy jest kreacją literacką. Czechów komuchy przetrzebiły nie tylko fizycznie, ale i mentalnie, znacznie bardziej niż u nas. U nas stare komuchy jak Miller mogą sobie co najwyżej bredzić w telewizorze, w Czechach taki Babisz może za moment wrócić do władzy. U nas powiązania i hierarchie z czasów komuny są także nadal żywe, ale przynajmniej systemu nie firmują swoją osobą jakieś komusze dinozaury.  

zaloguj się by móc komentować

Wojciech2 @OjciecDyrektor 6 września 2025 11:00
6 września 2025 13:53

W 1919 zajęli Zaolzie, w Stonawie zakłuli bagnetami wzietych do niewoli żołnierzy polskich, finansowali OUN, po II wojnie usiłowali zająć zbrojnie Kłodzko - ale są tacy fajni i tak śmiesznie mówią. Świat dowiedział się już w 1942 r. o czeskim ruchu oporu z filmu "Casablanka", a ja polecam raczej opis tego ruchu  przez właściciela strony na jego blogu w 2015 r.

zaloguj się by móc komentować

chlor @zw 6 września 2025 11:30
6 września 2025 17:40

Czesi mają silne poczucie wspólnoty, i widzą że wsród Polaków tej wspólnoty nie ma, stąd ich lekceważący stosunek do nas. Czeska władza czasem kradnie, ale nigdy nie zrobi świństwa czechom po to by chwalono ją za granicą.

 

 

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @zw 6 września 2025 11:30
6 września 2025 17:46

To fakt, że dla Czechów język polski jest śmieszny. Kuedyś spotkałem Czecha w górach i tak razem schodząc zaczęliśmy się wypytywć jak to po polsku czy czesku jest jakaś nazwa. No i ja się śmiałem z wersji czeskiej, a on się śmiał z wersji polskiej. Było więc wesoło, a nie wnerwiająco. XIII Stoleti znam. Najbardziej podobał mnie się utwór "Justyna". Generalnie Czesi czują się lepsi od Polaków i od wszystkich na wschód od nich. Skąd te poczucie wyższości? Chyba z tego, że Praga była kiedyś stolicą cesarstwa. Oni do dziś patrzą na Niemców z jakimś szyderstwem, jakby ci Habsburgowie i Luksemburgowie to byli czeskiego pochodzenia. 

 

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @Wojciech2 6 września 2025 13:53
6 września 2025 17:50

No my tu wiemy, że Czesi lubią maskować swoją prawdziwą naturę taką wesołowiścią. Spokojnie...nikt tu nie mówi, że Czesi są tacy dobrzy, jak delfiny.

Katalog uch win wobec Polaków jest dużo dłuższy, niż Pan wymienił. Te szramy na obrazie MB Częstochowskiej to w końcu też od Czechów.

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @chlor 6 września 2025 17:40
6 września 2025 17:52

Bo ta władza to mafijna struktura i jest w związku z tym silne poczucie lojalności. Tylko dlatego tak jest. A mafia prostych ludzi traktuje jak frajerów i zwyczajnie ich okrada i oszukuje, dbając o pozory.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @Wojciech2 6 września 2025 13:53
6 września 2025 18:27

Wojciech Kossak w swoich wspomnieniach opisuje incydent z czasó I WW, gdy był flu"gel oficerem w armi Kajzera. Połapano jakichś chłopków wiejskich, którzy informowali Rosjan. Oczywiście skazano ich na śmierć. Nikt /z wielu narodowości w armii ck/ nie chciał tego wyroku wykonać - zgłosili się tylko Czesi.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @zw 6 września 2025 13:22
6 września 2025 18:31

???! 

Miller, Kwasniewski, Oleksy, Jaruzelski, Kiszczak  i cała masa pomniejszych komuchów, nie licząc służb. Firmowali, jak najbardziej.

zaloguj się by móc komentować

zw @chlor 6 września 2025 17:40
6 września 2025 18:42

Nie wiem jak teraz, ale za Hitlera wielu czeskich polityków robiło swoim rodakom świństwa, żeby pochwalił ich Hitler.

zaloguj się by móc komentować

zw @KOSSOBOR 6 września 2025 18:31
6 września 2025 18:44

Użyłem czasu teraźniejszego. Oczywiście, że firmowali, ale teraz już nie firmują, tylko robią za Dziaduniów Dobra Rada. 

zaloguj się by móc komentować

zw @OjciecDyrektor 6 września 2025 17:46
6 września 2025 18:49

TSA na koncertach w Czechach zmieniało tekst piosenki "51":  "szukam Ciebie mój przyjacielu" , żeby nie rozśmieszać słuchaczy. 

zaloguj się by móc komentować

chlor @zw 6 września 2025 18:42
6 września 2025 20:24

Może nie uważali ich za rodaków?

 

zaloguj się by móc komentować

zw @chlor 6 września 2025 20:24
6 września 2025 20:41

Mogło tak być, niektórzy czescy politycy z samego wyglądu starali się maksymalnie upodobnić do hitlerowców, więc może przestawali się uważać za Czechów.

zaloguj się by móc komentować

sannis @zw
6 września 2025 21:34

Do granicy czeskiej mam z 40km więc jestem u nich średnio raz na miesiąc. Co raz więcej Czechów w przygranicznych miejscowościach zwłaszcza z branży turystycznej i gastronomicznej mówi po polsku. Często z nimi rozmawiam i tak od 4lat jakby polska wajcha u nich została przestawiona. Zachwyceni są polskimi drogami o czym już tutaj pisałem, potrafią jechać 200km na zakupy do Biedronki po drodze zjeść w Polsce obiad w knajpie, bo taniej, smaczniej i więcej. Na szlakach rowerowych "Glacensis" w okolicach Lądka zaczepił mnie Czech płynnie mówiący po Polsku z Cervenego Kostelca. Już nie pamiętam pretekstu ale od słowa do słowa zaczął wychwalać tę sieć szlaków. Ja mówię no tak, ale wy byliscie pierwsi, macie trochę trudniejsze, lepiej pomyślane. Facet się oburzył i zacietrzewił prawie, że ich są do bani a nasze wzorcowe. Sporo Czechów robi interesy po naszej stronie granicy zwłaszcza w usługach budowlanych. Czechów podziwiam za to, że trochę jak Francuzi mają czas na wszystko. Nie gonią za pieniądzem, tylko po robocie zajmują się swoimi zajobami, kto co tam lubi. A jak nic nie lubi to idzie do knajpy obejrzeć hokej. Czesi statystycznie pracują 2/3 tego co Polacy a zarabiają o 1/3 więcej od Polaków. Tyle, że im więcej poznaję Czechów tym mniej mogę zrozumieć co im tam w łepetynach świta. Język czeski im bardziej się z nim obywa wcale nie jest śmieszny. Śmieszne są ich upodobania np. wszechobecna w radio muzyka country po czesku. I na koniec taki dowcip po Czechach krąży, gdzie są najlepsze hot dogi w Republice Czeskiej? - na Orlenie. 

PS.1 Hrabal do Skvoreckiego to takie flaki z olejem

PS. 2  https://www.facebook.com/odkryjczechy001/videos/793110376526691    

zaloguj się by móc komentować

sannis @sannis 6 września 2025 21:34
6 września 2025 21:36

I jeszcze jedno Czesi na nas mówią per "Jacki".

zaloguj się by móc komentować

zw @sannis 6 września 2025 21:34
6 września 2025 22:31

Poznałem Czechy dosyć wybiórczo - jeździłem tam, gdzie są kościoły romańskie i średniowieczne zamki. Wielokrotnie planowałem wyjazdy tak, żeby w niedzielę pójść na mszę do jakiegoś wiejskiego kościółka, który kiedy indziej jest niedostępny. Moje ulubione kościoły to Albrechtice nad Wełtawą i Porici nad Sazawą. A z zamków Zvikov.   

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @KOSSOBOR 6 września 2025 18:27
6 września 2025 23:43

"Oczywiście skazano ich na śmierć. Nikt /z wielu narodowości w armii ck/ nie chciał tego wyroku wykonać - zgłosili się tylko Czesi."

 

Jest takie powiedzenie:

czeska świnia.

Pasuje do nich jak najbardziej.

Szwejk i knedle mnie nie biorą.

Leję na nich z góry.

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @zw 6 września 2025 22:31
6 września 2025 23:44

Czechy - najbardziej ateistyczny kraj na świecie.

zaloguj się by móc komentować

zw @Szczodrocha33 6 września 2025 23:44
7 września 2025 00:48

Statystyki statystykami, a jednak w Czechach nie ma problemu ze znalezieniem koscioła z mszą katolicką. 

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @zw 7 września 2025 00:48
7 września 2025 03:15

I pewnie wierni wypełniają świątynię po  brzegi.

zaloguj się by móc komentować

zw @Szczodrocha33 7 września 2025 03:15
7 września 2025 07:54

A wie Pan, że się to zdarza? Są też prawie puste kościoły,ale tylko w Pradze, a nie na prowincji. Lepiej napisałby Pan coś o Ameryce, zamiast powtarzać propagandowe memy.

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @zw 6 września 2025 18:49
7 września 2025 08:03

No tak..w Czechach i na Słowacji lepiej nie używać słowa "szukać/szukam"

zaloguj się by móc komentować

Matka-Scypiona @Szczodrocha33 7 września 2025 03:15
7 września 2025 08:07

A by się Pan zdziwił. Byłam w Pradze na 2 mszach. Jedna skromniejsza, bo w dzień powszedni w katedrze św Wita na Hradczanach a druga u Jezuitow niedzielna. Palca nie było gdzie wcisnąć. 

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @sannis 6 września 2025 21:34
7 września 2025 08:07

A jeszcze w 2001 w Czechach wszystko było tanie - obiady, żywność,noclegi. 20 pat minęło i po tanich Czechach. W Czechach było taniej nawet, niż na Słowacji

zaloguj się by móc komentować

OjciecDyrektor @sannis 6 września 2025 21:34
7 września 2025 08:09

Z brakiem gonitwy to zgoda, ale przez sobota u nich zamienia się w handlu i komunikacji publicznej w taką pół-niedzielę. Jako turysta przeklinałem tę czeską sobotę.

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @Matka-Scypiona 7 września 2025 08:07
7 września 2025 14:50

Słowo daję, zaskoczyła mnie pani.

zaloguj się by móc komentować

chlor @Szczodrocha33 6 września 2025 23:44
7 września 2025 15:33

Nie Czechy, podobno na czele totalnego światowego ateizmu jest Estonia. 

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @zw 7 września 2025 07:54
7 września 2025 15:48

"A wie Pan, że się to zdarza? Są też prawie puste kościoły,ale tylko w Pradze, a nie na prowincji. Lepiej napisałby Pan coś o Ameryce, zamiast powtarzać propagandowe memy."

 

No dobrze, więc rzucę garść lużnych uwag o Ameryce, jak się tutaj żyje, takie spojrzenie z perspektywy imigranta.

Jak patrzę wstecz, na cały mój dotychczasowy pobyt w USA, ponad 30-letni, to rok 1990, w którym przybyłem tu, jawi mi się jak historia antyczna.

Pod każdym względem, sprawy społeczne, finansowe, zarobki, poziom życia itp.

 

Jeśli idzie o kościoły to zapełnione one na pewno nie są, choć gdy idę np. na mszę św. w Wielkanoc to ludzi jest dużo.

Czy w Boże Narodzenie, wtedy akurat idę do Kościoła pod wezwaniem Świętego Stanisława, tu w Portland , jedynego polskiego kościoła w stanie Oregon.

Tłumów nie ma, z uwagi na to że Polaków w tym mieście i w ogóle w regionie jest niewiele.

Ale ja swoje rekolekcje to odbywam gdy przyjeżdżam do Polski.

 

Amerykanie tak ogólnie, jako społeczeństwo to nie są żli ludzie.

Ja np. jako imigrant jestem tu naturalnie obcy, ale nigdy mi tu nikt nie powiedział złego słowa.

Z wyjątkiem paru sytuacji, ale to akurat było sprowokowane przeze mnie, przyznaję szczerze.

 

Mieszkałem tu w różnych miejscach i zakątkach, w Nowym Jorku, przez dwa lata, tam mi się specjalnie nie podobało, miasto moloch, przytłacza swoją wielkością.

Długi czas spędziłem w Kolorado, tam było super, no ale to były złote lata 90-te.

Kilka lat w Chicago sprawiło że z ulgą się wreszcie stamtąd wyniosłem.

Pogoda paskudna, przestępczość straszna, zwłaszcza w południowych dzielnicach wśród czarnych i Latynosów, kupę zwariowanych ludzi.

Nawet teraz, po latach dochodzą mnie słuchy że wielu Polaków ma dość i przenoszą się na przedmieścia.

 

Gdy przeniosłem się z Chicago do Oregonu w 2007 roku to miejsce wydało mi się jak rajski ogród, nawet Portland, największe miasto w tym regionie.

Wiele się od tego czasu zmieniło [na gorsze], ale myślę że to rezultat długoletnich rządów demokratów i liberałów, tu w mieście, jak i w całym stanie.

No ale to temat na odrębną notkę, może kiedyś napiszę.

Dość powiedzieć że widoków ludzi śpiących w namiotach na ulicy i dających sobie w żyłę to ja w Polsce nie widuję. No i w niektórych miejscach przestępczość

zdrowo hula, głównie w tych dzielnicach gdzie dużo jest kolorowych. ja na szczęście mieszkam w spokojnej okolicy.

 

Jak rozglądam się po Polsce podczas moich wizyt, to dwie rzeczy mi się podobają.

Jedzenie, i to w sklepach, i w knajpach [nie wszystkich ma się rozumieć] jest świetne, Polska bije tu na głowę Amerykę.

 

Drogi, przede wszystkim autostrady i te ekspresowe są o wiele lepsze niż w Stanach, pewnie i po części dlatego że nowo wybudowane, 

tutaj w Ameryce ten system autostrad powstał w latach 50-tych i 60-tych, i w niektórych miejscach się mocno sypie.

Łatają, naprawiają i dobudowują, ale to już nie to.

 

Na razie to tyle z moich refleksji, dopiszę trochę więcej, na razie lecę w góry, bo pogoda dobra a ja mam wolny dziś dzień, trzeba to wykorzystać.

Pozdrawiam kolegów nawigatorów.

I koleżanki oczywiście.

 

 

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @chlor 7 września 2025 15:33
7 września 2025 15:48

"Nie Czechy, podobno na czele totalnego światowego ateizmu jest Estonia."

 

A tak, to możliwe, słyszałem coś o tym.

zaloguj się by móc komentować

zw @Szczodrocha33 7 września 2025 15:48
7 września 2025 16:02

Amerykanie przyjeżdżający do Polski chwalą też naszą komunikację publiczną. To może się wydawać dziwne, kiedy ma się za sobą jazdę pociągiem Intercity w którym sprzedaje się po kilka biletów na jedno miejsce i powstaje ogólne zamieszanie, bo konduktorzy usiłują nieszczęśnikom znaleźć jakieś inne miejsce siedzące. A na monitorze na którym teoretycznie powinno widzieć się trasę pociągu i jego aktualną lokalizację widoczny jest cały czas plan Przemyśla (rzecz dzieje się na granicy Wielkopolski i Pomorza Zach.).  Ale być może Amerykanom chodzi o to, że ta komunikacja w ogóle jest i kursuje w miarę regularnie. 

Dziękuję za te uwagi i czekam na notkę...

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @zw 7 września 2025 16:02
7 września 2025 16:13

Z tym pociągiem Intercity miałem niemiłą przygodę w sierpniu, gdy siostra wyjechała do mnie na lotnisko w Warszawie.

Wracaliśmy do Lublina i na stacji Warszawa Wschodnia pociąg stał dobrze ponad godzinę.

Drzwi się zacięły, potem jeszcze światło wysiadło na paręnaście minut.

 

Z powrotem do Warszawy na lotnisko jechałe Flixbusem, polecam.

Wygodnie, piękny widok, siedzenie z przodu, panorama, klimatyzacja, toalety.

W niecałe dwie godziny byłem na Okęciu.

Tyle że ten Flix to niemiecka firma.

 

zaloguj się by móc komentować

zw @Szczodrocha33 7 września 2025 16:13
7 września 2025 16:23

Myślę, że tak naprawdę amerykańska, a ci Niemcy to figuranci.

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @zw 7 września 2025 16:02
7 września 2025 16:24

Jeśli jeszcze idzie o komunikację, to w Ameryce połączenia kolejowe są kiepskie, choć teraz budują

na paru odcinkach Boston - Nowy Jork - Waszyngton D.C. szybką kolej, i na zachodnim wybrzeżu też, z L.A. do Las Vegas.

Ale to i tak się nie umywa do Japończyków, Chińczyków czy Francuzów.

 

Tu w Stanach sprawę załatwia transport samochodowy i połączenia lotnicze.

Lot w obie strony na trasie Boston - L.A. jakieś $400, na miejscu samochód z wypożyczalni na lotnisku i sprawa załatwiona.

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @zw 7 września 2025 16:23
7 września 2025 16:25

"Myślę, że tak naprawdę amerykańska, a ci Niemcy to figuranci."

 

Może to być, słuchy mnie w ogóle do chodzą że w Niemczech się wszystko mocno sypie.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować